Czar hiszpańskich wspomnień – Lleida

Opublikowane przez Izerka w dniu

Wieki temu, to był 2005 r., spędziłam prawie trzy miesiące w Hiszpanii. Trzeba było na wystawne życie studenckie zarobić. Los (i agencja pracy) rzucił mnie i moją kumpelę do Fragii, (bardzo) małego miasteczka na styku Katalonii i Aragonii (według oficjalnych danych to jeszcze Aragonia, a według lokalnej młodzieży już Katalonia), w otoczeniu gór skalistych, pól i sadów.

Pracowałyśmy do późnych godzin, łącznie z sobotami. W niedzielę transport publiczny w małych hiszpańskich miasteczkach nie istnieje. Nie miałyśmy więc ani czasu ani możliwości urządzania wycieczek krajoznawczych. Mogłyśmy snuć się po pięknych i wąskich uliczkach Fragii, wchodzić na wzgórze, oglądać zabytki, sklepy, knajpki, zastanawiać jakim cudem auta mieszczą się w tych uliczkach i to ruchem dwustronnym, nie powodując wypadków. Mogłyśmy robić wycieczki do telefonów, chodzić na basen, opalać się w sadzie, integrować na imprezach z tubylcami i objadać lokalnym jedzonkiem. 
Ale dla mnie to było stanowczo za mało… Namówiłam więc dwie koleżanki, aby poświęciły jedną z sobót i wybrały się ze mną do położonego parędziesiąt kilometrów dalej, większego miasta.
Lleida (czyt. Ljeida) leży w środkowej części Katalonii nad rzeką Segre, ok. 160 km od Barcelony i 140 km od Saragossy. Jest najważniejszym miastem katalońskim w głębi lądu, stolicą prowincji, siedzibą biskupstwa i miastem uniwersyteckim.
Po mieście poruszałyśmy się „po omacku”, nie miałyśmy żadnej mapy ani orientacji. Cały wyjazd był spontaniczny i bez żadnego przygotowania. Ograniczenie związane z powrotem również nie pozwalało nam na swobodne szaleństwo turystyczne. Ale wystarczyła nam piękna pogoda, nasz entuzjazm i chęć poszukiwania nowych miejsc, a także świetnie oznakowane miasto. Ani razu nie zgubiłyśmy drogi, a wierzcie, moja orientacja jest poniżej przeciętnej (przy czym w górach czy lesie NIGDY się nie zgubiłam, w mieście mam z tym problem). No, to tyle w kwestii wprowadzenia. Zapraszam na wędrówkę po mieście.
Na prawym brzegu Segre wokół wzgórza rozciąga się Stare Miasto.Na wzgórzu tym wznosi się średniowieczna La Seu Vella (Stara Katedra) – najbardziej charakterystyczna budowla miasta. Równolegle do rzeki biegnie Carrer Major, ulica handlowa, znana z markowych i dobrych sklepów (niekoniecznie porażających ceną). Po lewej stronie rzeki mieści się zaś nowy kampus uniwersytecki.    
Już podczas wjazdu do miasta naszą uwagę przykuła ogromna budowla, wyraźnie górująca nad miastem. Postanowiłyśmy zrobić z niej pierwszy i główny cel naszej wycieczki. Zapytany o zamek kierowca napisał w moim notesie nazwę i autobus, którym możemy tam dotrzeć. Z przystanku trzeba było jeszcze przejść kawałek drogi, jak widać wyżej- krętej i asfaltowej.Im bliżej byłyśmy tym większe odczuwałam podekscytowanie. La Seu Vella ma w sobie coś przyciągającego, magicznego.
La Seu Vella, zwana Starą Katedrą została zbudowany na wzgórzu. Jej budowa rozpoczęta w 1203 trwała ponad dwa wieki do 1431, kiedy to ukończono „Wieżę dzwonową”. Według historycznych podań, La Seu Vella powstała w miejscu muzułmańskiego meczetu, jako pierwsze dzieło mistrza Pere Coma.
We wnętrzu świątyni widać wyraźne wpływy z Toskanii, Tuluzy i Prowansji, głównie w rzeźbach. Równie warte uwagi są malunki na ścianach pochodzące z okresu gotyckiego.
Po konsekracji świątyni w końcu XIII wieku nie przerywano budowy aż do XIV wieku, kiedy to klasztor przestał istnieć. Równocześnie rozpoczęto budowę wieży, która została zakończona w 1431. (dzwonnica na zdjęciu powyższym, po prawej stronie)
Najstarsze dzwony Katedry pochodzą z XV wieku: Silvestri, który dzwoni co godzinę oraz Monica, grający co kwadrans. Pozostałe pięć dzwonów (Barbara, Purísima, Chrystus, Marieta i Meuca) jest elektryczne (XX wiek) a ich brzmienie słychać jedynie w czasie liturgii.
Ze wzgórza, na którym stoi Katedra rozpościera się przepiękny widok, nie tylko na miasto, ale również dorzecze Segrii.
W drodze powrotnej nie mogłam odmówić sobie fotek z „sadzonkami” (to w tle, takie małe to sem ja – rasowa celebry tka ;-).
Powyżej Starej Katedry istnieją pozostałości twierdzy Suda, przekształconej w późniejszych latach na zamek królewski – El Castell del Rei z odbudowaną współcześnie narożną wieżą.
Suda, jak wspominałam, powstała w miejscu meczetu muzułmańskiego. Normalna praktyka- jak coś przestaje być użyteczne zmienia się na bardziej przydatne i odpowiednie dla aktualnych władców.
Zauroczone zabytkami, owiane wiatrem historii zeszłyśmy ze wzgórza w poszukiwaniu kolejnych atrakcji. Z góry już dojrzałyśmy kościół na placu i postanowiłyśmy go poszukać, kierując się kobiecą metodą- na intuicję. Po drodze minęłyśmy La Seu Nova (La Catedral Nova)- Nową Katedrę. Została zbudowana w latach 1761- 1781, w stylu barokowym oraz francuskim klasycyzmie. Miała być symbolem burbońskiego panowania nad tymi terenami, stąd herb dynastii umieszczony nad wejściem.
W świątyni znajduje się obraz Matki Boskiej z Montserrat, zaprojektowany przez Josepa Obiols, świętego patrona Katalonii. Nie wiedziałyśmy wtedy o tym fakcie i dlatego nie wróciłyśmy tam, gdy skończyło się nabożeństwo.  
Palau de la Paeria, Pałac Paerii to najbardziej reprezentatywny przykład architektury romańskiej w Lleidzie. Jest również jednym z najbardziej znanych monumentalnych budynków w Katalonii.Obecnie mieści się tam magistrat miasta.W podziemiach budynku znajduje się La Morra, średniowieczne więzienie. Na kamiennych ścianach cel można dojrzeć kilkusetletnie napisy i rysunki wyryte przez ówczesnych więźniów. W Pałacu mieści się też miejskie archiwum z najważniejszym dokumentem – La Carta Pobla, czyli aktem z 1150 r. regulującym lokalne prawo i zależności pomiędzy mieszkańcami prowincji.
Kościół na placu okazał się pięknym Església Sant Joan (Iglesia Sant Joan).Plaza Sant Joan, Plac Św. Jana jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w Lleidzie. Sam kościół powstał pod koniec XIX wieku. Jest dziełem Julio Saracíbar Capmany i Celestino. Nawet nie muszę dodawać, że reprezentuje styl gotycki. A te dwie panienki reprezentują styl współczesny, z przewagą elementów głównie słowiańskich. Są to moje dwie współtowarzyszki.
W drodze powrotnej jeszcze rzut oka na uniwersytecki kampus. Universitat de Lleida, czyli właśnie Uniwersytet w Lleidzie powstał w 1991, jako następstwo wyższej szkoły Escola Normal de Mestres.Uczelnia ma siedem wydziałów, aktualnie uczy się na niej ok. 12 tys.studentów, z czego 2% stanowią cudzoziemcy (w tym oczywiście Polacy).
No i niestety nasz czas w Lleidzie dobiegł końca. Budynek dworca również pasował do architektury i zasłużył na umieszczenie jego fotki. Naprawdę prezentował się imponująco, choć jego widok trochę nas zasmucił. 
Wróciłyśmy do Fragi naładowane pozytywną energią (manana jest nawet w hiszpańskim powietrzu), objedzone pysznościami, pełne wrażeń i przeżyć… Obiecałyśmy sobie wrócić tam kiedyś… obietnica nadal pozostaje obietnicą 🙂 Do Hiszpanii wróciłam… Tym razem turystycznie i na Majorkę… ale to już inna opowieść…

0 Komentarzy

Artur Szymanowski · 07/24/2017 o

Fajna przerwa od pracy. W końcu nie samą pracą człowiek żyje 🙂 Zwłaszcza taki kawał od domu, to warto było wykorzystać chociaż dzień na zwiedzanie okolicy.

izerka · 05/26/2017 o

Dziękuję 🙂 To był fajny czas. Jak znajdę jakieś notatki i zdjęcia z tamtego okresu to może się pokuszę o jakieś wspominki 🙂

Anonimowy · 05/24/2017 o

Dzielna dziewczynka..3 miesiące ciężkiej fizycznej pracy…ale dałaś radę !!!Brawo Ty :)mam nadzieję ,że jeszcze "coś" o Hiszpanii w tamtym czasie napiszesz..tyle tam się działo…czekam więc .. cdn powinien nastąpić..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *