Morskie Oko i Czarny Staw pod Rysami – Tatry dla początkujących

Opublikowane przez Izerka w dniu

Jest takie miejsce w Tatrach, o którym słyszał każdy mieszkaniec naszego kraju. Miejsce owiane legendą, dzikie, niedostępne  i pełne grozy… A nie, nie chodzi o Orlą Perć. Mowa o miejscu, które co sezon przyciąga tysiące turystów różnej maści i doświadczenia. Każdemu przyświeca inny cel – selfie na tle tatrzańskich szczytów, na czele z potężnym Mnichem (tak, tak, to ten wystający po prawej stronie!), zdjęcie w drodze… a, ściśle mówiąc, na drodze i do tego asfaltowej. Jeszcze inni marzą o wypiciu piwka nad brzegiem stawu lub przejażdżce konnym zaprzęgiem. I to wszystko okraszone szczegółowymi opowieściami (a w lesie był niedźwiedź!!!) ma na celu wzbudzenie zazdrości wśród znajomych i rodziny, którzy co najwyżej mogą sobie na targ miejski pójść.

Bo zdobycie Morskiego Oka brzmi dumnie. Nie ma znaczenie w jakim stylu, czasie czy pogodzie. Liczy się cel. I nie hańbi nawet dzwonienie po nocy do TOPRu, GOPRu, burmistrza Zakopanego czy premiera RP, bo zmrok zaskoczył kilka ekip (a przecież wiadomo, że taki zmrok w zimie pojawia się nagle i bez ostrzeżenia – no bo jak, o 16:00 w grudniu ciemno?!?!) i trzeba im pilnie zorganizować drogę transport powrotny do domu – jak nie fasiągiem, którym tu wjechali to może helikopterem.

Ale spuśćmy na tę scenę zasłonę milczenia. Nie pastwimy się nad mniej rozgarniętymi turystami. Wybieramy się nad Morskie Oko.

Trasa wycieczki: Palenica Białczańska – Morskie Oko – Czarny Staw pod Rysami – Morskie Oko – Palenica Białczańska

Morskie Oko to tatrzańskie TOP 5. Będąc w Tatrach koniecznie, trzeba się tam wybrać. W sumie nic dziwnego – widoki znad stawu są przepiękne a droga do niego, nie należy do trudnych (co najwyżej nużących). Nawet z wózkiem dziecięcym da radę tam dotrzeć.

Zapraszam więc na wyprawę z nami, podczas której postaramy się znaleźć pozytywną stronę asfaltu, zachwycimy się widokiem na tatrzańskie olbrzymy, zjemy pyszną szarlotkę i jeszcze lepszą kwaśnicę, przejdziemy mokrą stopą lodowaty potok, wdrapiemy się na wysokość  1 583 m npm, by podziwiać przyszłych zdobywców Rysów i przejdziemy dookoła staw a przede wszystkim, spędzimy razem przyjemnie czas. Bo wiecie, z fajnymi ludźmi każda wyprawa jest fajna.

Odcinek trasy: Palenica Białczańska – Wodogrzmoty Mickiewicza

Do Palenicy Białczańskiej możemy dotrzeć samochodem lub busem (szczegóły w Informacjach praktycznych na końcu wpisu). Kupujemy bilety w kasie TPN (pamiętajcie, aby zachować je na wypadek kontroli – o czym informuje nas pani kasjerka. Strażnicy TPN mogą na każdym odcinku poprosić o ich okazanie).

Tuż za bramkami do Parku stoją zaparkowane fasiągi – kolejna tatrzańska legenda, niekoniecznie pozytywna. Z tymi konnymi zaprzęgami wiąże się sporo kontrowersji. W mediach coraz częściej mówi się o zasłabnięciach koni przeciążonych ludzkim ciężarem i pracą w ciężkich warunkach. Stowarzyszenie Przewoźników do Morskiego Oka zapewnia, że dla koni praca nie jest ciężka (gorzej mają niby przy zwózce drewna a koń to przecież zwierzę pociągowe) i że zachowują wszelkie normy i nawet regulamin mają.

Nie wiem, nie jestem przekonana, czy dla koni ciągnięcie pod górę leniwych turystów to taka czysta radość? O ile jeszcze niepełnosprawni czy starsi ludzie to mogę zrozumieć ale zdrowi sprawni młodzi ludzie to już lekka przesada. Naprawdę te 2 godziny cennego życia można poświęcić na zaprzyjaźnienie się z własnymi nogami. A może taki wysiłek wyjdzie na dobre?

Przyjeżdżamy do Palenicy Białczańskiej pierwszym busem więc ludzi nie jest dużo… No dobra, jest bardzo dużo. Nigdy nie widziałam o tak wczesnej porze takich tłumów na szlaku. Przed nami ludzie… za nami ludzie… Opis strojów pominę milczeniem, bo nie mnie sądzić, w czym komu wygodnie – jest ciepło, nie ma lodu ani mrozu a po asfalcie chodzi się  w sumie w obuwiu miejskim. Tylko my tacy nieuświadomieni i wędrujemy w trekach. Oj, nie lubią się one z ubitym podłożem, nie lubią.  

Odcinek trasy: Wodogrzmoty Mickiewicza – Włosienica – Morskie Oko

Po około 50 minutach docieramy do pierwszej atrakcji na szlaku – wodospadu o nazwie Wodogrzmoty Mickiewicza. Z drewnianego mostku mamy doskonały widok na składający się z trzech siklaw wodospad. Po prawej stronie mostu dobrze widać Pośredni Wodogrzmot, po lewej Niżny Wodogrzmot.  Ze szlaku niestety nie widać Wyżniego Wodogrzmotu. Miejsce to jest idealne na krótką przerwę – stoją tutaj ławki i tojtojki.

Jeżeli wkurza nas już hałaśliwy tłum lub odeszła nam ochota na Morskie Oko, możemy w tym miejscu odbić na szlak prowadzący do Doliny Pięciu Stawów lub do  Doliny Roztoki. Ale my nie dezerterujemy i jak bohaterowie ruszamy dalej ignorując pokusę. Nam tłum nie straszny… przynajmniej na razie.

Szlak czerwony prowadzący stromymi kamiennymi chodnikami przecina kilka razy asfalt – mamy więc wybór – albo trudniej albo łatwiej. Zgadnijcie, którą drogę wybieramy? Nie ma co się śmiać – idziecie przecież po tych kamieniach z nami. Nareszcie szlak wygląda jak w „normalnych” górach – jest stromo, ciężko i można sobie do woli posapać.

Włosienica – ostatni przystanek fasiągów

No ale cóż… nic nie trwa wiecznie i po kwadransie docieramy do parkingu fasiągów. No dobra, oficjalnie to jest polana Włosienica, ale do tego miejsca dojeżdżają konne bryczki. Dalej już tylko na własnych nóżkach. Warto zrobić tutaj postój. Nie tylko ze względu na drewnianą  wiatę pełniącą funkcję sklepiku i baru, ale przede wszystkim ze względu na widok na Mięguszowieckie Szczyty (widać już też Mnicha na horyzoncie!). Ja podziwiam panoramę – Michał poluje na fotki koni. Potem wymuszam na nim lanserskie zdjęcie na Instagrama (tatrzańskie tło – to się będzie klikało) i możemy ruszać dalej.

Do celu już niedaleko. Ostatni kawałek oferuje przepiękne widoki na Mięgusze, Żabią Grań i coraz bardziej wyłaniającą się nadmorskooką panoramę.  

Nagle ciszę przerywa dźwięk nadlatującego helikoptera. A to w górach oznacza najczęściej wypadek. Helikopter leci w kierunku Rysów, po czym wraca do Zakopanego i znów po chwili słychać dźwięk śmigieł. Jest to doskonała gratka dla fotografa – Michał robi zdjęcia, ja się po prostu ekscytuje. Po kilkunastu minutach docieramy na wysokość 1410 m npm, gdzie znajduje się schronisko nad Morskim Okiem.

Morskie Oko

W końcu docieramy do celu – przed nami Schronisko PTTK Morskie Oko, nazwane od stawu nad którym zostało wybudowane.

Morskie Oko to największy staw w Tatrach o powierzchni 34,5 ha i głębokości ok. 51 metrów. Lustro ma 862 m długości i 566 m szerokości. Staw leży na wysokości 1395 m i wypełnia kocioł powstały podczas ostatniego zlodowacenia. Woda ma barwę zieloną, a przezroczystość sięga nawet 14 metrów! Z Morskiego Oka wypływa Rybi Potok, nadający nazwę całej dolinie. Samo Morskie Oko dawniej zwane było Rybim Stawem, dlatego że jako jedyny wodny zbiornik w Tatrach Polskich jest naturalnie zarybiony przez pstrągi.

Stojąc nad brzegiem Morskiego Oka, z podziwem patrzymy na tatrzańskie giganty. To jeden z najpiękniejszych widoków: Mnich, Mięguszowickie Szczyty, Kazalnica, Wołowa Turnia i oczywiście Rysy.

Jest czerwiec 2020, więc z powodu wprowadzonych obostrzeń schronisko nie jest regularnie czynne. Nie można tu nocować ani wejść do środka. Plus, że można, chociaż kupić coś do jedzenia na wynos. Ludzi jest sporo, więc Michał staje do kolejki a ja poluję na stolik na zewnątrz. Udaje mi się „zdobyć” ławkę z przepięknym widokiem na Mnicha… No dobra, widać stąd też pozostałe szczyty, ale komu są potrzebne Mięguszowieckie Szczyty, gdy widać Mnicha? Każdemu? Niech Wam będzie. To Wy sobie popatrzcie na pozostałe, ja tam wolę mój ulubiony szczyt.

Helikopter znów się pojawia. Odcina się na tle błękitnego nieba. Widocznie zawisł nad Rysami – czyżby wypadek? Dźwięk śmigła helikoptera, rozbijający się echem wśród skał, zawsze wywołuje dreszcz niepokoju – helikopter w Tatrach zawsze oznacza akcję TOPRu.

W schronisku Morskie Oko jemy najlepszą na świecie kwaśnicę. Serio, jest naprawdę pyszna – kwaśna jak trzeba, mniam. I plus w postaci słusznej wielkości wędzonego żeberka. Na deser pyszna szarlotka. Uwielbiam jedzenie w górskich okolicznościach. Z powodów zdrowotnych nie powinnam jeść ciasta, ale takiej szarlotki grzech nie zjeść.

Odcinek trasy: Morskie Oko – Czarny Staw pod Rysami

Pokrzepieni drugim śniadankiem ruszamy dalej. Nie, nie, to jeszcze nie koniec. Obiecałam Wam jeszcze parę atrakcji. Ruszamy więc czerwonym szlakiem w lewo, okrążając staw. Część  ludzi ma podobne plany, więc trochę już jesteśmy zmęczeni przekrzykiwaniami, krzykami dzieci i ogólnym harmidrem. Jak na Świebodzkim normalnie. No, ale co zrobić – zachciało nam się Morskiego Oka w czerwcową sobotę. Piękna pogoda nie ułatwia samotności na szlaku. Krok za krokiem nabieramy wysokości, pozostawiając  w dole Morskie Oko, z majaczącym na przeciwległym brzegu budynkiem Schroniska. Ku naszemu zaskoczeniu widzimy nagle idących z naprzeciwka ludzi… boso. Niektórzy mają w rękach buty, inni wręcz zawracają. Ale że o co chodzi?

Po kilku minutach okazuje się, że przez środek drogi płynie sobie wartkim Czarnostawiański Potok. Padający przez ostatnie kilka dni deszcz spowodował znaczne powiększenie się potoku i jego zamianę w rwący strumień. Suchą stopą nie przejdziemy. Czuję się trochę nieswojo na myśl o przechodzeniu boso po śliskich kamieniach przez rwący potok. No ale cóż zrobić ,wyjścia nie ma, iść trzeba. Po drugiej stronie czuję się jak bohater. No ok, nawet małe dzieci dają sobie radę więc nie to jakiś wyczyn, ale woda jest naprawdę lodowata. Nic już nie stoi na przeszkodzie, by wejść na szlak prowadzący do Czarnego Stawu pod Rysami.

Przed nami 230-metrowe podejście kamiennymi stopniami. Nie jest to wybitnie trudne technicznie  ale mimo to daje popalić.  Jednak niestromy próg skalny jest największym problemem, ale… ludzie, zwłaszcza schodzący w dół, którzy nie zachowują żadnych zasad bezpieczeństwa. Mam chęć niektórych kopnąć po prostu. A potem się dziwią wszyscy, że tak dużo jest wypadków w Tatrach.

Czarny Staw Pod Rysami

Przeklinając pod nosem, zdobywamy wysokość 1580 m npm i stajemy nad brzegiem Czarnego Stawu pod Rysami. Przed naszymi oczami rozpościera się wspaniały widok na wysokogórski krajobraz. Takich widoków nie ma nigdzie indziej. Na zachodzie możemy podziwiać „rodzinę” Żabich Szczytów, a wśród nich Żabi Mnich (2146 m n.p.m.) oraz Wyżni Żabi Szczyt (2259 m n.p.m.), dalej na południowym zachodzie wyłaniają się Spadowa Kopa (2252 m n.p.m.), Niżnie Rysy (2430 m n.p.m.) oraz Rysy (2499 m n.p.m.). Na południu rozciąga się Wołowy Grzbiet z Wołową Turnią (2373 m n.p.m.), natomiast na południowym wschodzie widok przesłania prawie sześciusetmetrowa ściana Kazalnicy (2159 m n.p.m.).

Charakterystycznym elementem otoczenia jest stojący nad Czarnym Stawem żelazny krzyż, który został tu postawiony w 1836 roku.
Powierzchnia Czarnego Stawu wynosi ok. 20,64 ha, głębokość maksymalna – 76,4 m (drugie miejsce w Tatrach, czwarte w Polsce), pojemność – 7 761 700 m3 wody. Swoją nazwę zawdzięcza cieniom rzucanym przez tatrzańskie szczyty oraz sinicom, które nadają wodzie właśnie czarną barwę.

Widoki z tego miejsca należą do jednych z najpiękniejszych i najbardziej znanych tatrzańskich panoram. Ludzki harmider zagłuszają spadające kaskady wodospady Czarnostawiańskiej Siklaw. Widać z tego miejsca całą taflę Morskiego Oka wraz z malutkim schroniskiem przycupniętym nad jego brzegiem. I co najlepsze- nie widać tłumów ludzi, które o tej porze uprawiają nadmorskooki plażing.

Znad Czarnego Stawu wychodzi czerwony szlak na Rysy (zdobyte w 2016 i opisane pod tym linkiem), zielony szlak na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem oraz droga powrotna do Morskiego Oka. W oddali widać, śmiałków zmierzających na najwyższy szczyt Rysów.

Dookoła Morskiego Oka

Zbieramy się więc i my – mamy przecież zamiar obejść niższy staw dookoła. Jeżeli myślicie, że najgorsze za Wami to … źle myślicie. Zejście z Czarnego Stawu to walka z nerwami. Cały czas koncentracja i napięte mięśnie. Chwila nieuwagi może skończyć się upadkiem. Co żądni wrażeń turyści chcą dorównać górskim wyczynowcom i próbują zbiegać ze szczyt. A potem dziwią się, że mają problem z wyhamowaniem. Jak mnie wkurza głupota i beztroska ludzka! Zrobią sobie krzywdę – trudno, ich błąd, ich problem, ale mogą przy okazji ściągnąć niebezpieczeństwo na innych. Sorki, kolejne marudzenie… Ale takie zachowanie trzeba głośno krytykować. Góry są dla każdego, więc warto zwracać uwagę, że nie jesteśmy w nich sami.

W końcu dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Możemy odetchnąć z ulgą. Udało nam się zejść jedynie z lekko nadwyrężonymi nerwami. Ruszamy dalej czerwonym szlakiem. Po chwili dochodzimy do Dwoistej Siklawy – wodospadu spływającego z Płaśni Nad Spadami. W tym miejscu też potok przecina szlak, tworząc wezbrany strumień. Jednak nie jest on tak bardzo problematyczny, jak poprzedni więc brodzimy w nim jak w głębszej kałuży.  

Idąc dalej, mijamy niewielki, porośnięty kosodrzewiną półwysep, który powstał u stóp Szerokiego Żlebu. Obecnie przypomina nadmorską plażę – tylko parawanów brak. Po chwili, na północnym wschodzie, wyłania się ponownie budynek Schroniska, do którego wiedzie nas ostatni, prosty odcinek szlaku dookoła jeziora. No i wracamy do cywilizacji – nad stawem panują iście plażowe nastroje – niektórzy nawet się kapią. To, co się przed nami dzieje to … Oszczędzę Wam jednak swoich komentarzy. Jeżeli kiedyś spotkacie mnie na szlaku – zapytajcie, opowiem, co na ten myślę.

Odcinek: Morskie Oko – Palenica Białczańska

Nie robimy już przy Schronisku postoju i ponownie wkraczamy na asfaltową drogę prowadzącą do Palenicy Białczańskiej, a stamtąd busikiem do Zakopanego.

Dziękuję Wam za towarzystwo. Mam nadzieję, że spodobała Wam się wyprawa i nabierzecie ochoty, by samemu zobaczyć opisane miejsca „na żywo”. Pomimo asfaltu, tłumów na szlaku i całej tej okropnej jarmarcznej atmosfery warto wybrać tę trasę podczas pobytu w Tatrach.

Ale najpierw malutki bonus, dla tych, którzy dobrnęli do końca postu.

Legendy znad Morskiego Oka

Z Morskim Okiem związanych jest wiele legend. Niektóre z nich są bardzo tajemnicze… Podobno:

  • Na dnie Morskiego Oka znajduje się zatopiona przed wiekami karczma;

  • Morskie Oko jest połączone podziemną rzeką z Wisłą, a niektórzy twierdzą, że nawet z… Morzem Adriatyckim!;

  • Szczyt Mnich to zamieniony w skałę zakonnik z Czerwonego Klasztoru, który chciał złamać zakonne śluby, lecąc na zaprojektowanej przez siebie maszynie latającej (która również nie spodobała się Bogu…) do pasterki czekającej na niego nad Morskim Okiem;

  • Morskie Oko i inne okoliczne jeziora powstały z łez pięknej córki Morskiego – władcy okolicznych terenów, która, nieposłuszna swemu ojcu, wyszła za obcokrajowca.

INFORMACJE O TRASIE

długość proponowanej trasy: 19 km
szacowany czas przejścia proponowanej trasy: 5:54 h
suma przewyższeń: 872 m

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  • Bilet wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego:
    – normalny: 7 zł
    – ulgowy: 3,5 zł

  • Z Zakopanego do Palenicy Białczańskiej możemy dotrzeć samochodem lub busem.
    SAMOCHÓD. Za dobę na parkingu w Palenicy Białczańskiej zapłacimy 35 złotych. Niestety nie ma żadnej tańszej alternatywy, ponieważ wcześniejszy parking na Łysej Polanie również kosztuje 50 złotych. W 2020 roku uruchomiono sprzedaż online biletów parkingowych. W puli jest 200 miejsc każdego dnia tj. ponad połowa wszystkich miejsc na parkingu. Sprzedaż online miejsc parkingowych będzie się odbywać do godziny 18:00 dnia poprzedzającego realizację. Warunkiem realizacji zamówionego biletu jest przyjazd na parking najpóźniej do godziny 8 rano.
    – BUS. Wszystkie busy w Zakopanem odjeżdżają z rejonu dworców (przy rondzie Armii Krajowej). Ten do Morskiego Oka (najczęściej stanowisko 1) będzie miał tabliczkę z napisem „Palenica Białczańska” lub „Morskie Oko”. Trasa trwa ok. 30 minut i kosztuje 12 zł. W sezonie letnim pierwszy bus odjeżdża o 6:00 (można spróbować też wcześniej bo bus często stoi tam wcześniej). Ostatnie busy z Palenicy Białczańskiej są ok. 20:30 -21:00.

  • Czy da się uniknąć tłumów i w ciszy podziwiać piękno przyrody nad brzegiem Morskiego Oko? Da się 🙂 Najlepiej przyjechać bardzo bardzo wcześnie rano. Pierwsze busy odjeżdżają w sezonie letnim o 6:30 (jeżeli zbierze się komplet można liczyć na wcześniejszy start). Co prawda nie będziecie na szlaku całkowice sami ale o takiej porze wstają jedynie najbardziej ambitni. Warto wybrać się też poza sezonem. Wakacje i długie weekendy przyciągają tłumy w Tatry. Może pogoda nie będzie tak piękna, jak w lipcu czy sierpniu ale jesienią czy późną wiosną zalegający śnieg w szczelinach zapewnia rewelacyjne zdjęcia. A złota polska jesień w górach jest najpiękniejsza.


3 Komentarze

Marta · 04/28/2021 o

Bardzo fajnie piszesz Daga a do tego piękne zdjecia. Rysy chyba nawet zdobylysmy razem, jesli dobrze pamietam. Marzą mi sie Tatry od dluzszego czasu:) Pozdrawiam, kolezanka z Kromera.

Krysia · 03/03/2021 o

Piękne zdjęcia i zaskakujące informacje w bonusie 😀 chyba najbardziej zaciekawiła mnie ta podziemna rzeka? 😀 Aż w wolnej chwili poszukam na ten temat więcej 🙂 Lubię Twoje wpisy za to właśnie, że potrafią rozbudzić ochotę na poszukiwania 🙂

    Izerka · 03/04/2021 o

    Bardzo Ci Krysiu dziękuję za miłe słowa 🙂 Dla takich właśnie warto tworzyć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *