Masyw Śnieżnika- Śnieżnik (1425 m n.p.m.)

Opublikowane przez Izerka w dniu

TRASA: Czarna Góra,http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/d8/POL_Szlak_czerwony.svg/24px-POL_Szlak_czerwony.svg.png, Przełęcz pod Jaworową Kopą,szlak turystyczny czerwony, Przełęcz Śnieżnicka ,szlak turystyczny czerwony, szlak turystyczny żółty, Schronisko PTTK na Śnieżniku,szlak turystyczny zielony, Śnieżnik,szlak turystyczny zielony, Schronisko PTTK na Śnieżniku,szlak turystyczny czerwony, Międzygórze Górne, szlak turystyczny czerwony, szlak turystyczny niebieski, Międzygórze, szlak turystyczny niebieski, szlak turystyczny zielony, szlak turystyczny żółty, Droga Albrechta,szlak turystyczny niebieski, Przełęcz Puchaczówka



14.10.2012

Pobudka bladym świtem. Pociągiem docieram do Wałbrzycha, skąd autkiem odbiera mnie już M. i po krótkiej wizycie na stacji paliw ruszamy w kierunku Stronia Śląskiego. Krajobraz powoli nabiera pagórkowego kształtu, przed nami pojawiają się pierwsze szczyty okolicznych pasm. Z ciekawością szukamy stanowiącego nasz dzisiejszy cel. W Masywie Śnieżnika jestem po raz pierwszy. W końcu dojeżdżamy do Siennej, gdzie zostawiamy na parkingu pod wyciągiem samochód. Szybkie przepakowanie, nałożenie kurtek zimowych, spojrzenie na mapę, zakup biletów na wyciąg i już ruszamy w stronę Czarnej Góry.

Pogoda piękna, prawie czyste niebo, chmury ponad szczytami. Z wysokości krzesełek wyciągu podziwiamy pierwsze widoki chłonąc klimat i lekko chłodzący twarz wiaterek. Z każdym metrem wieje coraz bardziej. Ubieramy więc rękawiczki i głębiej nasuwamy kaptury. Ekscytacja trwa! Czuję ogarniającą radość i oczekiwanie. Znów jestem w drodze…

Na szczycie Czarnej Góry (1205 m n.p.m.) pierwszy punkt widokowy. Wdychamy ostre górskie powietrze i w kierunku Przełęczy pod Jaworową Kopą. Po drodze czytamy w przewodniku, że Masyw Śnieżnika nazwany jest „dachem Europy”, ponieważ stykają się tutaj granice trzech europejskich zlewisk mórz: Bałtyckiego, Czarnego i Północnego. To ciekawe miejsce znajduje się na zboczach Trójmorskiego Wierchu położonego w jednym z ramion odchodzących od szczytu Śnieżnika. Polska część pasma w całości odwadniana jest przez potoki spływające do Nysy Kłodzkiej, która wpada do Odry toczącej swe wody do Morza Bałtyckiego. Po czeskiej stronie wody potoków leżących w zlewni Morawy trafiają do Morza Czarnego poprzez Dunaj, natomiast te, które spływają do Cichej Orlicy (m in, wypływający spod Trójmorskim Wierchem Liptovsky potok), kończą swój bieg w Morzu Północnym, po drodze zasilając Łabę.

Słońce coraz bardziej przebija się przez chmury więc chowamy kurtki do plecaków. Nie do uwierzenia- październik a my idziemy w samych polarkach. Powoli, krok za krokiem, docieramy do kolejnego punktu widokowego- Mariańskich Skał. Urządzamy tutaj dłuższy postój na drugie śniadanko. Nawet zwykłe bułki z serkiem i woda butelkowana w takiej scenerii smakują niczym najwykwintniejsze danie.

Na Mariańskich Skałach robimy sobie krótką sesję zdjęciową. Ustawianie aparatu na wieży z plecaków trochę trwa ale efekt zadowalający…

Szczytowe partie Śnieżnika, jako jedyne w polskich Sudetach, poza Karkonoszami oczywiście, wykazują wysokogórskie warunki klimatyczne. Wierzchołek Śnieżnika wyrasta ponad 200 metrów ponad górną granicę lasu, przypisywanego na tej wysokości piętru regla górnego. Na odkrytym terenie ponad lasem rośnie kosodrzewina i łany borówczysk, a poniżej w lasach spotykamy wiele innych cennych roślin np. paproć wietlicę alpejską, listerę sercowatą, starca kędzierzawego czy storczyka Fuchsa. Jedyne stanowisko w Polsce ma tutaj alpejski dzwonek brodaty. Trochę żałujemy, że sezon na jagody już się skończył choć gdzieniegdzie pozostały jeszcze resztki owoców. Lekko zamarznięte, więc nie ryzykujemy

i w kierunku Przełęczy pod Śnieżnikiem

Po zjedzeniu wafelków ruszamy w dalszą drogę. W oddali majaczy już zielony dach schroniska. Droga zaczyna się wznosić, płuca coraz mocniej pracują, nogi zastane podczas odpoczynku zmuszam do zwiększonej pracy. Przy wiacie, gdzie łączą się szlaki, podejmujemy decyzję o wejściu najpierw na szczytu. Powietrze robi się coraz chłodniejsze więc ponownie ubieramy kurtki.

Mijamy schronisko na Śnieżniku i ruszamy zielonym szlakiem na sam szczyt. Według mapy oraz informacji przy Hali pod Śnieżnikiem szlak powinien zająć nam 25 min. Niestety, zajmuje nam to ostatecznie trochę więcej czasu. Moje zatoki zaczynają szaleć i co 10 kroków muszę robić przerwę. Łapię z trudem powietrze starając się przywrócić tętno do normy. Myślę: tylko do tego drzewka, tylko do zakrętu, tylko do tego wysokiego kamienia. Powoli zaczynam wracać do równowagi. Łyk wody, parę głębszych wdechów i z nowymi siłami ruszam pod górę. Pod koniec wybieramy trasę bardziej stromą ale krótszą. W obecnym stanie wydaje mi się to sporym wyzwaniem. Jednak skupiona na drodze nie zauważam, że droga się wypłaszacza i nagle jesteśmy na szczycie!!! 1425 m n.p.m.!!!

Z góry cudne widoki. Na horyzoncie majaczy się czeski Pradziad, na którym byłam prawie równo rok temu. Z odzyskaną energią dokumentujemy nasze zdobycie szczytu i siadamy w końcu na trawie, by w spokoju zjeść… obiadek.

Czy może być coś piękniejszego?

Wiatr wieje coraz mocniej, robi się zimniej. Nadeszła pora na wizytę w schronisku. Droga powrotna mija nam szybko i sprawnie. Ludzie wchodzący na szczyt mają w oczach chyba ten sam obłęd co my kilkanaście minut wcześniej. Pocieszamy ich, że jeszcze tylko kila minut.

Schronisko wita nas ciepłem i tłumem ludzi. Nic dziwnego- pogoda zachęca do górskich wypadów. Podbijamy książeczki i zamawiamy gorące napoje. Kiedy siadamy, najpierw nad kawą z mlekiem (prawdziwym, nie z mini pojemniczka), a potem gorącą herbatą z sokiem malinowym, dociera do nas, że teraz już tylko w dół.

Patrzymy na twarze współbiesiadników. Takiej radości z pokonania własnych słabości nie można opisać. Kiedy taki zmarznięta, zmęczona siadam nad ciepłą herbatą, czuję rosnącą w sobie dumę. Przez chwilę jestem ponad to, co zostało na dole. Jestem tylko ja, góry i ci wszyscy, którzy choć kompletnie obcy, połączeni niewidzialną nicią miłości do gór. Z wysokości świat wydaje się inny, człowiek się zmienia w obliczu zmagań z własnymi słabościami. Kiedy schodzę ze szczytu, zdobytego czy nie, jestem silniejsza i mocniejsza wewnętrznie. Z nowym dystansem do wielu spraw.

W końcu ruszamy spod schroniska szlakiem czerwonym w kierunku Międzygórza. Namówiona przez M. w dół nie schodzę, a zbiegam. Zdecydowanie lepszy sposób na pokonywanie drogi. Kolana są mniej obciążone a trasa mija szybciej. Trzeba uważnie patrzeć pod nogi, bo łatwo poślizgnąć się na śliskich kamieniach. Droga niestety kamienista, z ostrym spadkiem.

W międzyczasie dołącza niebieski szlak i oba doprowadzają nas do Międzygórza. W mieście przez chwilę szukamy dalszego szlaku. Czerwony- sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej, żółty- Ogród Bajek, niebieski- Przełęcz Puchaczówka. Po kilku chwilach konsternacji w końcu ruszamy Drogą Albrechta. Lekko przerażona spoglądam w górę- przed nami kolejne wzniesienie. Czuję się już trochę zmęczona Początkowo sprawia mi problem dopasowanie tempa do szlaku, zatoki znów szaleją. Podczas jednego z licznych (!!!) postojów wciskam w siebie wafelek z nadzieją, że podniesie mi to poziom endorfin w organizmie.

Droga wije się wciąż pod górę i wydaje się nie mieć końca. Powoli jednak wypłaszacza się a wokół zapada szarówka. Z lekkim niepokojem spoglądamy na mapę i w niebo. Jak nic, nie dojdziemy przed zmrokiem. Na szczęście zaopatrzone w czołówki nie popadamy w rozpacz.

Niedługo po zapadnięciu zmroku docieramy do asfaltu. Z czołówkami wyglądamy jak dwójka kosmitów zagubionych gdzieś w Polsce. Będziemy na pierwszych stronach gazet! Pod warunkiem, że trafimy na zabłąkanego w okolicy paparazzi. Mijany drogowskaz wskazuje, że do Stronia Śląskiego mamy jeszcze ponad 2 h. Ogarnia nas lekka panika- jeszcze tyle przed nami??? Po chwili, ze śmiechem, stwierdzamy, że przecież nie o Stronie nam chodzi. Jeszcze tylko kilka kilometrów i jesteśmy w Siennej. Znajdujemy nasz samochód na opustoszałym parkingu i ruszamy w drogę powrotną do Wrocławia.

Wyjazd zdecydowanie udany choć kondycją się nie popisałam za bardzo. Trochę mi głupio przed M., że miałam taki spadek formy. No ale przecież weszłam na szczyt, nie poddałam się, nie marudziłam więc w sumie jest OK.


5 Komentarzy

izerka · 03/08/2017 o

Przy dobrej widoczności widoki są obłędne 🙂 Polecam też wejście od strony czeskiej. Szlak zdecydowanie łagodniejszy.

Alicja P. · 03/07/2017 o

Nigdy nie byłam na Śnieżniku, ale jest to mój plan na ten rok :)!

izerka · 02/19/2015 o

Może to nie jest najwyższy i najbardziej ekstremalny szczyt ale dla mnie wtedy był wyzwaniem. Z perspektywy czasu do najtrudniejszych nie należy 🙂

To albumu na razie nie będzie 🙂

Artur Szymanowski · 02/19/2015 o

Ważne, że się nie poddałaś podczas wejścia i wytrwale szłaś do przodu 🙂

A link do albumu ze zdjęciami nie działa.

Śnieżnik w zimowej odsłonie - Plecak Izerki · 05/10/2020 o

[…] Śnieżniku ostatnim razem byłam w 2002 r. O tym wypadzie powstał nawet post: Masyw Śnieżnika – Śnieżnik. Tym razem wróciłam w innym składzie, innym szlakiem a przede wszystkim w całkowicie innych […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *